Ja chyba zwariowałem!...
Dzisiaj, 22 września, prażyłem się na plaży!...Tak, tak. A to dlatego, że patrząc na uśmiechnięte buzie naszych gości, nie mogłem sobie odmówić frajdy jaką daje plażowanie się. Poza tym, to tak na chwałę naszej nieprzewidywalnej pogodzie. Na plaży byli jeszcze odważniejsi. Ci, w dniu dzisiejszym pływali w Morzu Bałtyckim.
Nad naszym morzem radość ogromna!
Prognozy jak zwykle się nie sprawdziły i pogoda robi sobie to co chce…Znów sprawdziło się porzekadło, że przewidywanie pogody na dłużej niż 3 dni, to wróżenie z fusów…Jeszcze tydzień temu wiało u nas niemiłosiernie, było zimno i nikomu nawet do głowy nie przyszło, że w tym roku- 2007- będzie jeszcze ciepło. A jeśli ktoś gdybał, że można będzie pójść na plażę i opalać się, to poczytywano go ( łagodnie mówiąc) za dziwaka…
Lato tego roku było przeciętnej urody. Nie zachwyciło. Czasami tak bywa, przecież to klimat umiarkowany i możemy liczyć jedynie na uśmiech losu. Poprzedniego roku było upalnie, teraz, niekoniecznie…jako tako…Ale czerwiec 2007 roku mieliśmy upalny i goście wypoczywający właśnie wtedy, wrócili do domów opaleni i wygrzani słońcem tak, jakby wczasowali się nad Morzem Śródziemnym.
Jeśli idzie o pogodę, to w trzeciej dekadzie września mamy powtórkę z czerwca. Oby replay tamtej aury trwał tak samo długo. Mielibyśmy wtedy okazję pocieszyć się słoneczkiem i ciepłem przez cały październik…
Niezadowoleni są tylko ci, którzy musieli wyjechać wczoraj, dzisiaj i wszyscy niewytrwali, którzy mogli zostać, a jednak porzucili nadzieję na poprawę pogody.
Tych, którzy musieli wyjechać jest mi żal bardzo. Dziś żegnałem sympatycznych gości z Poznania. Jak bardzo nie mieli chęci jechać, wracać do domu, to widziałem i bardzo im współczułem. Cieszyli się z upału tylko 1 dzień…
Chwała wszystkim wytrwałym! Ta grupa gości teraz ma frajdę i cieszą się upałem - nagrodą za cierpliwość.
Z ręką na sercu przyznam się, że ja też, jak wielu innych sceptyków, popadłem w destrukcję. Mi też zabrakło wytrwałości i jeszcze tydzień temu, ze skwaszoną miną i żalem, że to już koniec ciepłych dni, zacząłem przygotować się do długiej, chłodnej i słotnej jesieni. Rozpocząłem pakowanie sprzętów plażowych. Wraz z żoną, owijaliśmy folią leżaki, parawany, karimaty i wzdychając z żalu, że to już koniec lata i ciepła, wynosiliśmy je na strych.
A tu masz! Zrobiło się ciepło, gorąco i wytrwali goście poprosili o leżaki, parawany i karimaty, bo przecież trzeba iść na plażę, nad morze!
Nawet nie wyobrażacie sobie w jakim tempie darłem folie, aby jak najszybciej obsłużyć naszych gości.
Dzisiaj chłonąc ciepło lejące się z wrześniowego nieba miałem chęć całować piasek, aby się usprawiedliwić i przeprosić niebo za brak cierpliwości i wiary.
Piasku nie całowałem, bo to niezbyt przyjemne, kiedy zgrzyta w zębach…

Ale przyrzekam, że będę bardziej wytrwały.
