To już schyłek lata, mamy wrzesień, czerwieniące się liście na drzewach, podmuchy wiatru chłodnego z północy, milknący gwar promenadowo-plażowy… Jest jeszcze pięknie, bo słonko niechętnie chowa się za późnoletnie chmury. Jednak świeci coraz słabiej i krócej, tak jakby dawało znać, że musi odpłynąć na jakiś czas, zostawiając nam jedynie ociupinkę letniego ciepła i… wspomnienia. Zrobiło się melancholijnie, i zebrało mnie na podsumowanie minionego sezonu.
Nam, ten sezon 2007 zaczął się wcześnie. Ciepło zrobiło się już w drugiej dekadzie maja i pierwsi goście, mieszkający u nas, z niedowierzaniem wybierali się na plażę, aby wystawiać swe torsy blade, pozimowe na żar lejący się z nieba. Ogólnie widać było zadowolenie z tego, że przyjeżdżając nad nasze morze w czerwcu, mogli śmiało i z powodzeniem korzystać z kąpieli słonecznych.
Wydawało mi się zawsze, że samopoczucie gości jest wprost proporcjonalne do nasłonecznienia.
Przyszedł lipiec, wydawałoby się miesiąc stuprocentowo letni, a tu pogoda zaczęła płatać figle.

Aura była zmienna i raz padało, drugi raz świeciło słonko… Minę miałem nie tęgą, bo jak tu uśmiechać się do gości, kiedy pogoda bardziej barowa niż plażowa…

Pogoda zmieniając się bardzo dynamicznie powodowała, że były dni gorące-30 stopni C, i był biały, sypki piasek, i woda ciepła była, jak nad Adriatykiem.

. Innym razem, za sprawą fali zimna znad Skandynawii, można było się poczuć prawie tak, jak z wizytą w norweskich fiordach. I jeszcze deszcz padał…

Jednak nic bardziej mylnego niż sądzić, że wczasowicze przyjeżdżają nad morze tylko po to, żeby pluskać się w morskich falach, choć w tym roku temperatura wody w naszym morzu skłaniała do kąpieli (regularnie około 20 stopni C). „A wygrzewanie się na słońcu? No cóż, niekoniecznie trzeba to robić codziennie… Stereotyp takiego wczasowicza to już przeszłość.”
To akurat nie moja opinia, ale opinia naszych gości.

Fakt, że do zmiany stylu wypoczywania przyczyniła się reklama, promocja wypoczynku aktywnego i oferta widowiskowa promowana przez włodarzy naszego miasta.
Były turnieje piłki nożnej plażowej, piłki siatkowej. Był festiwal sztucznych ogni. Były turnieje integracyjne. Były koncerty. Było święto ulicy Marynarki Polskiej. Były wystawy, festyny…Uff, życie w Ustce jak co roku było bogate w atrakcje. Co to będzie za rok!... Druga sprawa to taka, że Ustka pięknieje i oferuje naszym gościom coraz więcej.
Sierpień też był zmienny. Ja jednak umocniony opiniami naszych wczasowiczów mówiących, że u nas czują się dobrze i odpoczywają spędzając czas mile, w nagrodę wybrałem się na plażę. Notabene wybrałem się na plażę po raz pierwszy od 8 lat…Pływałem! Opalałem się wraz a żoną, wnuczką i synową.

Koniec sierpnia 2007 roku okazał się datą przełomową, ponieważ nasi goście przywrócili mi wiarę w człowieka.
Przestałem wreszcie umartwiać się i cierpieć za zmienną pogodę nad NASZYM PIĘKNYM MORZEM. A słonko za rok znów zaświeci mocniej! Znów na naszych Gości będziemy czekali z niecierpliwością. ZAPRASZAMY
